Udało mi się wydać pierwszy tomik limeryków Kazika Ronharda
Posted By M.B. on 10 marca 2012
Posted By M.B. on 10 marca 2012
Posted By M.B. on 8 marca 2012
Z feminizmem to zawsze byłam troszkę na bakier. Prawdopodobnie trochę z przekory, a trochę dlatego, że jestem z pokolenia 50+ i prócz brzydkich plam wątrobowych na skórze mam też równie nieeleganckie przebarwienia genderowe.
Jednocześnie feminizm wcale mi nie przeszkadza, czasem nawet puszczam do niego oko, jak kiedyś, gdy na blogu ogłosiłam, że idę na manifę. W końcu na nią nie poszłam, bo nim się zaczęła szum wokół niej zrobił się taki, że podziałało to na mnie jak kubeł zimnej wody. Nie wiecowałam przecież od czasów stanu wojennego! Ba, nawet nie chodziłam oglądać papieża, nie stałam w kolejce do żadnej trumny, a tu zaraz manifa?
Posted By M.B. on 7 marca 2012
07.03.2012 10:39
Teściową mam wspaniałą. Nie żartuję. Mało kto może się pochwalić teściową, która po 90 roku życia mieszka sama, czyta Gazetę Wyborczą i publikuje artykuły naukowe. A ja mogę i już!
Nie znaczy to jednak, że moja teściowa jest łatwa we współżyciu. Jak każda silna osobowość potrafi nieźle dać w kość. Przez 60 lat pracy naukowej i 40 lat piastowania stanowisk kierowniczych nauczyła się wszystko klasyfikować, poddawać ewaluacji i wreszcie oceniać. Póki dotyczyło to obiektu jej badań naukowych – kein Problem – przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Ale problem pojawia się, gdy zaczyna poddawać procesowi ewaluacji rzeczy i procesy, od których jest ciut oddalona, żeby nie powiedzieć niegrzecznie „na których się nie zna“.
Posted By M.B. on 1 marca 2012
Okazało się, że SKO nie zauważyło starszej odmowy z 1950 roku i w związku z tym fakt, że unieważnili odmowę z roku 1951 jest mi na razie tak przydatny, jak psu buty.
Muszę bowiem wystąpić też o unieważnienie odmowy wcześniejszej. Oto pismo, jakie wysmażyłam:
dotyczy: nieruchomości …………
Ustawowo SKO powinno rozpatrzyć tę sprawę w ciągu 2-3 miesięcy. Mam nadzieję, że nie będzie to trwało 7 lat, jak ostatnio.
Nie omieszkam Was informować, jak wygląda ta sytuacja.
Posted By M.B. on 16 stycznia 2012
Od pewnego czasu polska polityka nieodparcie kojarzy mi się z kosmetyką. Każdy z nas ma jakiś defekt urody, który odnawia się cyklicznie: długi włosek w nosie, który powoduje kichanie i głupio wygląda, ciemny meszek nad wargą, pryszcz na plecach – co tu gadać, są to defekty i defekciki najrozmaitszych rodzajów. Ich wspólną cechą jest to, że się odnawiają. Stąd skojarzenie z polską polityką. Być może można je przenieść na politykę w ogóle, ale z mojego grajdołka aż tak daleko nie widać.
Posted By M.B. on 15 stycznia 2012
Miriady lat temu, kiedy szkoliłam się na Strażnika Przyrody, uczono nas, że najważniejsze, abyśmy nie kompromitowali tej funkcji. „Kiedy widzisz, że twoja interwencja nie ma szans, nie interweniuj w ogóle. Najważniejsze nie szkodzić prawu, które reprezentujemy“. (więcej…)
Posted By M.B. on 9 stycznia 2012
W bramie mojego domu był sklep z butami. Właścicielami byli państwo Z. Pan Z. był bardzo nerwowy, nie lubił, gdy biegaliśmy po klatce schodowej i bramie. Każdy większy hałas na klatce kwitował soczystymi opisami, co zrobi z naszymi tyłkami, gdy nas złapie. Wyrywanie nóg było jedną z bardziej banalnych opowieści. Zwykle chodziło raczej o wkładanie różnych twardych przedmiotów gospodarskich, jak miotła czy kij. Nie braliśmy tego poważnie – choćby z tego powodu, że państwo Z. nie mieli szansy złapać kogokolwiek z nas – byli za wolni z racji słusznej tuszy.
Posted By M.B. on 3 stycznia 2012
Nie rozumiem wiecznego zamieszania z ubezpieczeniem. Kiedy mieszkałam w Niemczech nasz lekarz domowy wiedział, że jestem ubezpieczona. Skierowanie od tego lekarza było respektowane we wszystkich przychodniach. Recepta od takiego lekarza (refundacja) była respektowana przez zakład ubezpieczeń.
Posted By M.B. on 18 grudnia 2011
Znajomi, dość lewicowi, zarzucili mi kiedyś, że chcę kontynuować kułacze tradycje rodzinne. Niby że tatko-dekretowiec z wyzysku żył, i to była jedyna jego zasługa.
No to się troszkę zdenerwowałam i zapytałam, gdzie ich tatkowie (dziadkowie) byli, jak mój tatko w wojnie polsko-ruskiej walczył. Nie wiedzieli. Nie wiedzieli nawet, czy ktokolwiek z ich rodziny gdziekolwiek z kimkolwiek o cokolwiek walczył. I dobrze. młodzi są od tego, żeby w przód patrzeć, a nie za siebie się oglądać.
Posted By M.B. on 14 grudnia 2011
Mój “sukces” w SKO nie jest oczywiście żadnym sukcesem. Od czasów rewolucji francuskiej wiadomo, że państwo nie pali się do zwrotu zagarniętej własności. Tak pewnie będzie i w moim wypadku. To jednak nie znaczy, że się poddam. Mam zamiar przejść całą drogę administracyjnych odwołań, zaskarżeń i kasacji, jaka mi będzie dana.
Posted By M.B. on 7 grudnia 2011
Dziś odebrałam orzeczenie stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej. Niby że od 1952 roku moja rodzina ma prawo do placu w centrum Warszawy. A że w międzyczasie było głodno i chłodno? Że dwójka rodzeństwa zdążyła umrzeć, nie doczekawszy się tego orzeczenia? Kogo to obchodzi.
Zresztą to dopiero początek drogi. Właściwie nie wiem, co dalej. Pewnie trzeba będzie wystąpić ponownie o prawo użytkowania. A jak już będzie, to sprzedać albo wynajmować. Ale nawet nie myślę o tym, co to może być dalej. Szczerze mówiąc jako wychowana w socjalizmie obywatelka* nie bardzo liczyłam na pozytywne orzeczenie. Muszę ochłonąć, a od jutra do dzieła…
————-
* obywatelka – mieszkanka Rzeczpospolitej Polskiej, która od młodości jest zmuszona obywać się bez różnych rzeczy: jedzenia, pieniędzy, praw nabytych – przyp. aut.
Posted By M.B. on 30 listopada 2011
Zaczęłam dzień od dzwonienia do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i Departamentu Orzecznictwa w Ministerstwie Infrastruktury. W SKO jak zwykle – zwolnienie, teczka niedostępna, może będzie dostępna w piątek. Moje pismo i decyzja SKO o wznowieniu postępowania w ogóle nie odnotowane w komputerze, a pani urzędniczka z rozczulającą bezradnością informuje mnie, że ona nic nie poradzi.
Czas wziąć sie za bary z tą urzędniczą bezczynnością. W Min. Infrastruktury moje odwołanie leży już od roku. OD ROKU!!! W SKO zaniedbania urzędnicze wyglądają na sabotaż.
Ciąg dalszy nastąpi – jeśli trzeba, będę tam dzwonić i umawiać się na wizyty co tydzień.
Posted By M.B. on 26 października 2011
Zawsze denerwowała mnie niemożność. Niemożność zrobienia czegoś – stan niemożności jako taki. Zabawne, że jego przeciwieństwem wydaje się czasem zamożność. Tak jakby zamożność była symbolem “możności”. A tu figa. Bywa się zamożnym i niemożnym jednocześnie. Czasem nawet zamożność zwiększa stan niemożności, ale rzadko. Zazwyczaj pomaga w jej przełamywaniu. Nic jednak nie jest ani proste, ani oczywiste.
Posted By M.B. on 22 września 2011
Po roku urzędniczego milczenia mam nareszcie jawny dowód, że ludzie w Kolegium Samorządowym nie wymarli. W kilka dni po wizycie u wiceprezesa dostałam list z informacją, że sprawa została wznowiona. Znaczy, że przez rok leżała w szufladzie, a teraz nagle – dzięki sprawczej sile mojego zdenerwowania – może znów być procedowana.
I pomyśleć, że ja tylko zapytałam, czy mam założyć na Facebooku stronę “Opieszałość urzędnicza w KS”.
Tak trzymać!
Posted By M.B. on 19 września 2011
Po dwóch tygodniach oczekiwania zostałam łaskawie przyjęta przez wiceprezesa Kolegium Samorządowego. Na moje odwieczne pytanie, czemu załatwianie mojej sprawy trwa 5 razy dłużej niż powinno, usłyszałam “Ech, nie będę pani zanudzał opowiadaniem o tym, jak dużo mamy spraw…”
Po czym opowiedział mi, jak mało ma urzędników, jak wiele wakatów, jaką masę spraw do załatwienia.
Posted By M.B. on 16 września 2011
Zastanawia mnie łatwość, z jakim Rzeczpospolita nadal przyznaje się do tak bezwstydnego dokumentu jak dekret warszawski. Przyznaje, czyli legalizuje. Bo czym innym jeśli nie legalizacją jest uznawanie, w pół wieku po wojnie, że jest to nadal obowiązujący dokument?
Już sam fakt, że jest podpisany przez Bolesława Bieruta, człowieka za którego rządów dopuszczono się tak wielu niegodziwości w stosunku do obywateli, a nawet zbrodni, świadczy o tym, że coś się złego z Rzeczpospolitą stało.
Posted By M.B. on 16 września 2011
Posted By M.B. on 15 września 2011
Po półtora roku zadzwoniłam do Ministerstwa Infrastruktury, by jak zwykle zapytać, co słychać ze złożonymi przeze mnie dokumentami (czyli odwołaniem od decyzji administracyjnych w sprawie posiadłości i gruntów odebranych dekretem Bieruta). Tam dowiedziałam się, że pan minister zabrał wszystkich referentów do siebie, wstępnie na trzy miesiące, a tak naprawdę to nie wiadomo, czy wrócą w październiku. Jednym słowem – nie ma nikogo, kto mógłby mi odpowiedzieć na moje pytanie. Krótko mówiąc – wyborcze pandemonium w Ministerstwie. A obowiązkowy termin rozpatrzenia odwołania to 2 miesiące. Dwa, nie dwanaście! Dwa, nie dwadzieścia! Dwa, nie dwa tysiące! (więcej…)